Przejdź do treści
Przejdź do stopki

[TYLKO U NAS] O. prof. P. Mazanka CSsR o męczeństwie redemptorystów z Woli: W historii całej II wojny światowej nie było większego mordu na zakonnikach

Treść

W historii całej II wojny światowej nie było większego jednorazowego mordu na zakonnikach – wskazał o. prof. Paweł Mazanka CSsR, autor książki „Redemptoryści Woli”, w rozmowie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja. Odniósł się w ten sposób do śmierci trzydziestu redemptorystów z Woli rozstrzelanych przez Niemców podczas Powstania Warszawskiego.

W czasie Powstania Warszawskiego zostało zamordowanych trzydziestu redemptorystów z klasztoru przy ul. Karolkowej na Woli. Była to największa ofiara w Powstaniu Warszawskim wśród zakonów męskich. Rozstrzelano całą wspólnotę. Najstarszy z męczenników miał 78 lat, a najmłodszy nie ukończył 19 lat. O. Paweł Mazanka CSsR zwrócił uwagę, iż w historii całej II wojny światowej nie było większego jednorazowego mordu na zakonnikach.

31 lipca 1944 r. do klasztoru oo. redemptorystów przybyli żołnierze Armii Krajowej. Oznajmili przełożonemu zgromadzenia o. Józefowi Kani, że mają rozkaz zająć cały budynek na cele wojskowe. Współbracia wraz z ludnością cywilną schronili się w piwnicach.

– Parafianie i okoliczna ludność liczyli, że w kościele, w większej wspólnocie, będą bardziej bezpieczni. Już wiedziano, jak masowo mordują hitlerowcy. Szukając ratunku do naszego klasztoru przyszła spora liczba osób. Nasi ojcowie oczywiście szeroko otworzyli klasztor, więc ludzie przebywali też w kościele, ale na noc schodzili do piwnicy. Współbracia odprawiali tam Msze św., spowiadali, znieśli Najświętszy Sakrament (…), dzielili się skromnym jedzeniem, które jeszcze mieli – mówił o. prof. Paweł Mazanka CSsR.

Powstańcy warszawscy wkrótce wycofali się do Śródmieścia. W niedzielę 5 sierpnia o. Tadeusz Müller CSsR odprawił w podziemiach kościoła wieczorne nabożeństwo. Po zakończeniu modlitwy powiedział wiernym, że Niemcy są niedaleko i wszystkim grozi śmierć. Udzielił rozgrzeszenia „in articulo mortis” – „w niebezpieczeństwie śmierci” – i oddał zebranych w opiekę Najświętszej Maryi Pannie.

– Dramat rozegrał się w święto Przemienienia Pańskiego. 6 sierpnia ok. godz. 2.00-3.00 w nocy grupa Dirlewangera – szczególnych zbrodniarzy w niemieckich formacjach – okrążyła klasztor. Zaczęli krzyczeć, aby wyszedł ktoś, kto zna język niemiecki. Wyszli o. Kania i o. Müller. Niemcy dali rozkaz: „Macie 15 minut na opuszczenie klasztoru. Kto zostanie wewnątrz, zostanie natychmiast rozstrzelany” – wskazał rozmówca Radia Maryja.

Ulicą Wolską przeprowadzono ich pod kościół św. Wojciecha. W pierwszej grupie znaleźli się redemptoryści – ojcowie, klerycy i bracia zakonni. W kolejnych grupach byli mężczyźni, dalej kobiety z dziećmi.

– Nagle padła komenda, że ojcowie mają przejść na lewą stronę ulicy. Ci, którzy stali, z zazdrością patrzyli na ojców, bo myśleli, że prowadzą ich w kierunku dworca, by wywieźć poza Warszawę. Za chwilę sytuacja okazała się bardzo dramatyczna. Wprowadzono naszych ojców na podwórko składu maszyn rolniczych firmy Kirchmajera i Marczewskiego przy Wolskiej 79. Jak mówią świadkowie, za moment rozległy się strzały – zaznaczył autor „Redemptorystów Woli”.

O. prof. Paweł Mazanka podkreślił, że zachowało się kilka świadectw samego momentu rozstrzelania zakonników.

– Ojców ustawiono w szeregu. Młody gestapowiec strzelał z tyłu z pistoletu w głowę. Naszego przełożonego, o. Kanię, zostawił na koniec. Chodził jeszcze z takim szatańskim uśmiechem, zaszedł ojca z przodu, wymierzył mu w twarz i strzelił (…). Tak nasi ojcowie zginęli w Święto Przemienienia Pańskiego. Zginęli też, co rzadko się podkreśla, w święto św. Alfonsa Liguori – naszego założyciela. Szczęśliwie zachowały się ostatnie zapiski z ogłoszeń, które oo. redemptoryści głosili w niedziele.
Tam czytamy, że w środę 2 sierpnia 1944 r. przypada uroczystość św. Alfonsa i jest dopisek: „Uroczystość św. Alfonsa przenosimy na niedzielę”, czyli na 6 sierpnia –
poinformował redemptorysta.

Ciała ojców przeniesiono na pobliski stos, oblano benzyną i podpalono. Po tym niemieccy zbrodniarze wezwali kolejną grupę mężczyzn.

– Kazano im ściągnąć marynarki i też ustawiono do rozstrzelania. Właśnie w tym momencie przyjechał jakiś żołnierz na motorze, przywiózł jakiś rozkaz i wywiązała się żywa dyskusja. W końcu padła komenda, żeby zakończyć egzekucję. Wprowadzono wszystkich do kościoła św. Wojciecha. Był już wypełniony, bo odgrywał rolę tymczasowego więzienia (…). Wtedy młody gestapowiec, widocznie Ślązak, wyszedł na ambonę i łamaną polszczyzną powiedział: „Módlcie się za Hitlera! Darował wam życie!”. 6 sierpnia cofnięto straszliwy rozkaz bezwzględnego rozstrzeliwania wszystkich mieszkańców Warszawy. Oczywiście rozstrzeliwano dalej, aż do zakończenia Powstania, ale już nie w tak masowej skali – zwrócił uwagę prof. UKSW.

W ciągu kilku dni Rzezi Woli zginęło łącznie około 60 tys. mieszkańców.

RIRM

Źródło: radiomaryja.pl, 5 sierpnia 2019

Autor: mj

Tagi: II Wojna Światowa Powstanie Warszawskie Rzeź Woli