Portal Niedziela - 20 wrzesnia 2020 Eustachego, Faustyny, Renaty     "Sprawiedliwi mało mówią, a wiele czynią" - Z Talmudu
Szukaj     Szukaj wg branż
Powiększ +

2010-04-19 Patrząc w oczy tym, którzy zginęli

Dobiegł końca okres żałoby narodowej po tragedii pod Katyniem. W sercach Polaków pamięć o tych, którzy zakończyli swe życie, lecąc złożyć hołd tysiącom polskich jeńców zamordowanych przez sowieckie NKWD, pozostanie żywa na długo, na bardzo długo.

Sobotni ranek na placu Piłsudskiego w Warszawie, tydzień po katastrofie prezydenckiego samolotu. Trwają ostatnie przygotowania do uroczystości żałobnych i Mszy św. w intencji ofiar tragedii pod Katyniem. Na placu są dziesiątki tysięcy Polaków. Przyjechali z wszystkich stron kraju. Państwo Ostapowiczowie, warszawiacy z trojgiem dzieci, zaprosili też rodzinę z odległego Olecka. Konrad Ostapowicz, najstarszy syn, chwali się, że w ostatnim tygodniu na lekcjach wiedzy o społeczeństwie dokładniej poznał historię Katynia, tę z 1940 roku. - Dowiedziałem się, że Rosjanie wymordowali tylu Polaków, polskich oficerów, księży - opowiada. - Dla naszych dzieci ta uroczystość to lekcja patriotyzmu. Pan Prezydent był kimś bardzo ważnym. Chcemy, by o tym wiedziały - mówi pan Ostapowicz. - Te ostatnie dni wpłynęły na budowanie patriotyzmu. Ludzie wokół stali się bardziej milczący. Pod Pałacem Prezydenckim pomimo tak dużej liczby ludzi wszyscy zachowują się z godnością, nikt do nikogo nie ma pretensji, że trzeba czekać tyle godzin. Spontaniczność ludzi zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Myślę, że to jest początek czegoś nowego, wielkiego. Myślę, że małymi kroczkami wiele się zmienia, powoli, ale zmieniamy się, wyciągamy wnioski - zaznacza pan Ostapowicz.

W Ogrodzie Saskim nieopodal Grobu Nieznanego Żołnierza na ławce, samotnie, z dala od telebimów oczekuje na uroczystości żałobne starszy pan. - Bardzo przeżywam te ostatnie dni. Mam już 80 lat, więc z żoną śledzimy tę tragedię głównie za pośrednictwem telewizji. Dużo się modlimy, uczestniczymy we Mszach św., uroczystościach żałobnych. Dziś bardzo chciałem tu przyjść - chętnie opowiada. - Na pewno to, co się stało to wielka strata dla Polski. Zginęli tak wartościowi ludzie. Chciałbym wierzyć, że ta tragedia da do myślenia tym, który rządzą. Ludzie są teraz tak pazerni, nie wiem, czy są w stanie się zmienić, mimo że ta tragedia to przecież ogromny wstrząs. Jeszcze chyba nie zauważają, że tę zachłanność należy pozostawić i odejść z tego świata. Jeszcze chyba nie rozumieją, że przede wszystkim trzeba być uczciwym, by widzieć drugiego człowieka, nie wykorzystywać go - ocenia rozmówca. - Już w 1940 roku czytałem pierwsze listy przygotowywane przez Niemców. Mieszkałem wtedy w Sochaczewie, gdy Niemcy je przywozili. Wtedy nie byliśmy pewni, czy to prawda czy propaganda niemiecka - wspomina ze spokojem. - Dopiero po latach wyszło, że to prawda. Z podobną propagandą mamy do czynienia i dzisiaj. Jak wiele lat minęło, zanim prawda katyńska została uznana przez rządzących, zanim chciano ją upublicznić - dodaje, kończąc rozmowę, bo właśnie rozpoczynają się uroczystości żałobne z udziałem rodzin, które straciły swoich bliskich w tragedii pod Katyniem.

Noc oczekiwania

Uczestnicy ceremonii bardzo żywo reagują na spostrzeżenie ks. abp. Józefa Michalika: "Śmierć 96 osób w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem ujawnia nam nowe wartości każdej z nich; cały Naród je odkrył i głosi poprzez swoją obecność, iż tragicznie zmarli byli ludźmi najwyższego szacunku, skoro w Polsce i na całym świecie reakcja na to wydarzenie pod Smoleńskiem jest tak niezwykła".

Wyrazem tej solidarności są zebrani na placu Piłsudskiego zwykli ludzie, którzy z potrzeby serca pokonali wielkie odległości, trudy długiego oczekiwania, chłodny wiatr, mocno dający się we znaki.

Niezwykłą ofiarnością i zorganizowaniem wykazały się służby medyczne i porządkowe. Każdy z sektorów miał zagwarantowaną opiekę medyczną. - Tu, w sektorze 2. mieliśmy kilka setek osób pod opieką - relacjonuje Jacek Szyzdek, ratownik z Fundacji Prometeusz. - Był zimny wiatr. I dzięki temu uniknęliśmy wielu omdleń, zasłabnięć. Jesteśmy tu od 7.30, ale niektórzy ze służb medycznych - lekarze czy inni wolontariusze przeszkoleni w udzielaniu pierwszej pomocy byli tu już od godz. 4, 5 czy 6 rano. I to wtedy było najwięcej pacjentów, których musieliśmy przetransportować do szpitala. Mieliśmy 20 poszkodowanych, których przenosiliśmy do namiotów polowych, gdzie wszystko zabezpieczało pogotowie. Pomocy takiej potrzebowały osoby, które przyjechały spoza Warszawy - opowiada ratownik. - To budujące, jak ci młodzi ludzie pracowali. Od wczesnych godzin rannych, całą noc. Niektórzy z nich jadą jeszcze do Krakowa dzisiaj w nocy, by tam jeszcze pracować. Przyjechali strażacy z Nadarzyna. Wszyscy to ochotnicy. Mieliśmy bardzo wykwalifikowaną służbę po strażackich kursach pierwszej pomocy, harcerzy, a także lekarzy, studentów medycyny, to już ratownicy medyczni po akademii medycznej - mówi pan Jacek, doceniając wkład wszystkich służb.

Kilka metrów dalej, kierując się w stronę Krakowskiego Przedmieścia, zmierza zamyślony młody mężczyzna. - Czuję się, jakbym się co dzień budził w innej Polsce. Gazety w kioskach jakieś takie inne, przychylne, tworzą dotąd nieobecny wizerunek Pana Prezydenta i jego Żony. Ludzie są dla siebie dobrzy, życzliwi. Co jest prawdziwe? Myślę, że zarówno nasza życzliwość, jak i niekiedy jej brak są prawdziwe. Ważne, byśmy teraz dostrzegli proporcje, co buduje, a co niszczy - spostrzega. - Przecież stać nas na dobro - włącza się do rozmowy Magda Hajda. - Ta dzisiejsza Polska pokazuje też prawdę o nas, o Polakach. Tak bardzo nam wszystkim życzę wytrwałości w tym dobru, które mam nadzieję, właśnie się otwiera - dodaje z przejęciem.

Tuż obok w centralnym punkcie Ogrodu Saskiego zbiera się grupka młodych ludzi. To studenci UMCS z Lublina. Rozmawiają ze swoim opiekunem ks. Pawłem z duszpasterstwa akademickiego przy tej uczelni. - Myślę, że jest jeszcze za wcześnie oceniać to, co się dzieje. Tak jak pięć lat temu, kiedy odchodził Ojciec Święty, tak teraz wiele dobrego w nas zostanie. Jakie będą owoce, okaże się za jakiś czas - dzieli się swoimi spostrzeżeniami kapłan. - Te ostatnie dni dały bardzo dużo do myślenia. Może zacznie się teraz coś zmieniać, ludzie zaczną myśleć też o innych, o Polsce, a nie tyko o tym, by było im wygodnie. Dotąd mam wrażenie, że uważali, iż Naród, państwo - to jakieś abstrakcyjne pojęcia. Ten czas pokazał nam wszystkim, że w każdym Polaku tkwi jakiś duch, który nas łączy. Ta jedność jest bardzo cenna w tej sytuacji, którą wszyscy przeżywamy - dopowiada pani Magdalena, jedna z grupy studentek. - Ciężko mi będzie zapomnieć o tym wszystkim - dodaje.

Powiemy o nich dzieciom

Karol Radzikowski, mieszkaniec Warszawy również chciał złożyć hołd osobom, które zginęły. - Według mnie kończy się jakiś stary rozdział, a otwiera kolejny, i my jesteśmy odpowiedzialni za to, by ten nowy był lepszy. Czuję, że inaczej się zachowuję, mam wiele przemyśleń na temat życia, jego kruchości, że wystarczy jedna decyzja, a nasze życie może się bardzo zmienić. Wszyscy zatrzymaliśmy się, wolniej funkcjonujemy. Na pewno za rok przyjdę i zapalę świeczkę. Na pewno, gdy już będę miał dzieci, rodzinę przekażę im informację o tym wydarzeniu - zapewnia. Przy placu zabaw w Ogrodzie Saskim stoi Agnieszka Kulczycka, obok niej w wózku śpi córeczka Liliana, starsza bawi się z tatą. - Byliśmy prawie na całej Mszy Świętej. Przed chwilą z mężem rozmawialiśmy, czym jest ta śmierć, którą ponieśli, czy ona jest męczeńska. Odbieram to wydarzenie bardzo boleśnie, ale nie do końca potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, co tak naprawdę dla mnie znaczy. Na pewno jest mi bardzo przykro, że zginęło tyle osób w jednym czasie, że zostawili swoich bliskich - opowiada poruszona pani Agnieszka. - Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach na polityków nie patrzymy jak na ludzi. W wolnych chwilach staram się słuchać radia. I widzę, że taka nowa jakość się pojawia w mediach. Dowiadujemy się tylu pozytywnych wiadomości o politykach, ludziach, którzy zginęli w katastrofie. Ale boję się, że to się skończy, i niestety wrócimy do starego. Mam nadzieję, że jakaś część tych przeżyć w nas zostanie i będziemy starali się być lepsi - dodaje zamyślona. Również grupka znajomych nastolatków jest rozczarowana, że nie znała wcześniej Pary Prezydenckiej takiej, jaką była ona naprawdę. - To, czego się dowiedziałam po śmierci Pana Prezydenta bardzo zmieniło mój stosunek do niego. Dopiero po śmierci możemy przeczytać o tym, jakim był człowiekiem. Jak wiele robił dla Polski. Teraz widzę go zupełnie w innym świetle - wyjaśnia 16-letnia Karolina, która przyjechała na uroczystości z koleżankami z Liceum im. Mikołaja Kopernika w Buczkowicach, niedaleko Bielska-Białej. - Źle o nim mówiono, ktoś musiał kreować taki wizerunek Prezydenta - dodaje.

Na trawie w pełnym słońcu bawią się dziewczynka i chłopiec - Józef Wosicki. Tak przedstawia się maluch. - Przyjechałem z Poznania z tatą, mamą, babcią, ciocią i siostrą. Chcieliśmy złożyć hołd Panu Prezydentowi i wszystkim, który zginęli pod Smoleńskiem - odpowiada rezolutnie. - Dużo więcej po tej śmierci dobrego się widzi, więcej niż zazwyczaj - dołącza się do rozmowy tata - Paweł Wosicki, znany wielu jako prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. - Duże wrażenie zrobiło na mnie to, że przed Pałac Prezydencki przychodziła młodzież przepraszać za to, że dali się zmanipulować mediom, ulegając ich kłamstwom na temat Prezydenta - opowiada poruszony. - Media dziś wyraźnie zmieniają front, widać to w relacjach, dużo jest pozytywnych treści. Widać, jak potrafią one kreować rzeczywistość. Z dnia na dzień zmienił się zupełnie ich obraz. Warto być świadomym, jak bardzo jesteśmy podatni na te manipulacje - zauważa.

Mimo popołudniowych godzin słońce mocno ogrzewa plac Piłsudskiego. Oświetla fotografie zmarłych umieszczone na ołtarzu, przy którym sprawowana była Eucharystia. Przechodnie przyglądają się tym twarzom jakby w adoracji. Plac powoli pustoszeje. Jedni idą w kierunku Krakowskiego Przedmieścia, by jeszcze raz pożegnać Parę Prezydencką, której trumny zostaną niebawem przewiezione do warszawskiej katedry. Inni kierują się wprost do kościoła, gdzie za chwilę odprawiona zostanie Msza św. w intencji Pana Prezydenta i Jego Małżonki. Zapewne wielu pozostanie na całonocne czuwanie.

Małgorzata Jędrzejczyk

Nasz Dziennik 2010-04-19



jc


 Aktualności
20/09 Trwają dyskusje nad przyszłością Zjednoczonej Prawicy
20/09 MEN: Prawie 100 proc. polskich przedszkoli, szkół i placówek oświatowych funkcjonuje stacjonarnie
20/09 Polityczny kryzys
20/09 Negocjacje w sprawie Funduszu Sprawiedliwej Transformacji
20/09 Wojsko na straży bezpieczeństwa
19/09 Powstanie rząd mniejszościowy?
19/09 Resort zdrowia apeluje o przestrzeganie zaleceń sanitarnych
19/09 Gospodarka w dobrej kondycji
19/09 Ks. kard. R. Sarah: Wspólnota chrześcijan nigdy nie stosowała izolacji i nigdy nie czyniła z kościoła miasta z zamkniętymi bramami. Z radością powróćmy do Eucharystii
 Duchowość, Religia, Kościół
20/09 O wierze w czary
20/09 Ojcze, nie potrzebujesz pokuty!
19/09 Reguła Mistrza a Reguła św. Benedykta
19/09 Lectio Divina #5 Mędrcy ze Wschodu / Mt 2,1-12 /


 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Interaktywna Polska Sp. z o.o. (18) 4490077; 509 740 777 ; e-mail: biuro@iap.pl

www.csz.gminagrybow.pl www.gosir.gminagrybow.pl wieliczka.eu - zaprasza Burmistrz Artur Kozioł