Portal / Historia / Dodatek Historyczny IPN nr 1/2007 Poniedziałek - 24 lutego 2020 Boguty, Bogusza, Macieja      "Prawdziwym schronieniem dla czlowieka jest drugi człowiek". Przysłowie irlandzkie
Szukaj     Szukaj wg branż
Powiększ +

"Nie jesteśmy żadną bandą...
 
Sylwetki niezłomnych
Podziemie niepodległościowe w Polsce po roku 1944
"Łajdaków stek" - Sowieccy doradcy w Polsce
Operacja "Ostra Brama"
Żołnierze Wyklęci - powojenne podziemie niepodległościowe

Oficerowie i żołnierze Wojska Polskiego, Armii Krajowej i innych formacji, którzy w okresie okupacji sowieckiej i niemieckiej walczyli o niepodległy byt państwa polskiego, w roku 1944 i na początku 1945 r. musieli sobie odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: Bić się czy się nie bić? Z jednej strony Niemcy opuszczali Polskę, co budziło zrozumiałą radość, zwłaszcza na Pomorzu, na Śląsku czy w Wielkopolsce, gdzie ich zbrodnie na polskiej ludności budziły grozę. Z drugiej strony, na początku stycznia 1944 r. armia sowiecka wkroczyła w legalne granice Rzeczypospolitej. Okazało się, że "sojusznicy naszych aliantów" nie są bynajmniej naszymi sojusznikami. Że są wrogo nastawieni do rządu RP i do Polskiego Państwa Podziemnego.

Że zwożą do Polski wyszkolonych w Sowietach funkcjonariuszy bezpieki i propagandy komunistycznej, przede wszystkim zaś - swój "rząd" dla Polski - tak jak w roku 1920, gdy bolszewicy przywieźli do Polski swój "Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski" z Feliksem Dzierżyńskim na czele, tylko że teraz obowiązuje inny język. Już się nie mówi o "trupie Polski", o "światowej rewolucji" i o "republice rad". Teraz mówi się o "demokracji", która jest "wyzwoleniem od reakcji", czyli od wolnej Polski...
Zagrabione Polsce jesienią 1939 r. ziemie, zajęte od lata 1941 r. przez Niemców, Sowieci uważali za swoje. Co więcej, od razu zaprowadzili tam terror. Nie pytając Polaków o zdanie, traktowali ich jak obywateli sowieckich, a młodych Polaków wcielali na siłę do swej armii. Odbywały się na nich prawdziwe "polowania" z udziałem NKWD.
Tymczasem za linią Curzona Sowieci celebrowali ustanowienie "rządu", ułożonego w Moskwie przez Stalina, choć mieliśmy legalny, uznawany przez cały cywilizowany świat rząd RP, wówczas na uchodźstwie.

***
Bić się czy się nie bić? Pozostanie w warunkach konspiracyjnych było dla oddziałów zbrojnych Polskiego Państwa Podziemnego trudniejsze niż "za Niemca". Wraz z wkraczaniem armii sowieckiej na kolejne polskie tereny miejscowe formacje dekonspirowały się zgodnie z założeniami operacji "Burza", która miała być ogólnonarodowym powstaniem. Pod pretekstem "oczyszczania zaplecza frontu" silne jednostki NKWD śledziły i atakowały polskich partyzantów, pozostających jeszcze w swych leśnych bazach. W styczniu 1945 r. ostatni dowódca AK, gen. Leopold Okulicki "Niedźwiadek", rozwiązał Armię Krajową. Chciał w ten sposób "rozładować" lasy, by nie narażać żołnierzy AK wiernych przysiędze na śmierć w otwartych starciach z Sowietami. Jego ostatni rozkaz nie dał jednak jasnej odpowiedzi na pytanie, co dalej robić. Generał Okulicki wyraźnie mówił w tym rozkazie, że "Polska, według rosyjskiej recepty, nie jest tą Polską, o którą bijemy się szósty rok z Niemcami, dla której popłynęło morze krwi polskiej i przecierpiało ogrom męki i zniszczenie kraju". Wyraźnie wskazywał na potrzebę dalszej walki, choć nie mówił, jaką formę powinna ona przybrać. Zwalniał oficerów i żołnierzy z przysięgi, a jednocześnie wzywał ich: "Dalszą swą pracę i działalność prowadźcie w duchu odzyskania pełnej niepodległości państwa i ochrony ludności polskiej przed zagładą […]. W tym działaniu każdy z was musi być dla siebie dowódcą". Czy ta "praca i działalność" to także walka z nowym okupantem? Sami musieli sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Choć zwolnieni z przysięgi, złożonej w warunkach okupacji, mieli jednak dalej walczyć o niepodległy byt Polski. Jedni postawili na legalną działalność polityczną, zwłaszcza w strukturach PSL. Inni postanowili przeczekać najtrudniejszy czas, licząc na polityczne rozwiązania dla całej Europy Środkowowschodniej, która znalazła się pod sowieckim butem. Przecież alianci nie mogli nas sprzedać! Jeszcze inni uznali, że nawet jeśli ta sytuacja się zmieni, to mogą nastąpić nieodwracalne zmiany związane z działalnością pacyfikacyjną i represyjną, prowadzoną przez formacje sowieckie oraz tworzące się ich "polskie" odpowiedniki, takie jak UB czy KBW. Postanowili więc pozostać w lesie i prowadzić ograniczoną działalność zbrojną. Właściwie trudno nawet mówić o działalności zbrojnej. Oficerowie i żołnierze powojennej, antykomunistycznej konspiracji zbrojnej prowadzili działalność o charakterze bardziej propagandowym niż zbrojnym. Przecież nie mogli występować ani przeciwko jednostkom sowieckim, ani przeciwko KBW w otwartym polu. Zresztą, jeśli chodzi o żołnierzy wojska "ludowego" i o większość milicjantów w tych czasach, to byli przecież także nasi chłopcy, koledzy tych z partyzantki antykomunistycznej. Nie było w Polsce wojny domowej. Żołnierze wojska "ludowego" czekali tylko, by coś się zmieniło. W ciągu kilku godzin rozprawiliby się z funkcjonariuszami komunistycznej bezpieki.
Nie było wojny domowej, była prewencja i propaganda. W roku 1946 oddziały antykomunistyczne przygotowywały ludzi do "referendum ludowego" i do "wyborów". Pokazywały się w różnych miejscach, by wlać otuchę w serca Polaków, wiarę w to, że nie wszystko jeszcze stracone, że Sowiety i ich kolaboranci nie są omnipotentni. Nikt nie myślał o tym, że zarówno referendum, jak i wybory zostaną sfałszowane. Trzeba było nadziei, wbrew temu, co się na co dzień widziało.
Po roku 1990 nazwano ich "żołnierzami wyklętymi". Czy to dobre określenie? Może lepiej mówić o żołnierzach zawsze wiernych, wiernych do końca? Takich, co nie utracili wiary w niepodległą Polskę i nie zwiodły ich oszukańcze, propagandowe hasła sowieckie. Umierali w walce - co było dla nich szczęśliwym rozwiązaniem - albo po długich udrękach, po torturach w kaźniach NKWD-UB czy Informacji Wojskowej, po haniebnych "procesach", gdzie bohaterom Polskiego Państwa Podziemnego zarzucano kolaborację z Niemcami i niepopełnione zbrodnie. A potem szubienica (jak generał "Nil") albo katyński strzał w tył głowy (jak większość skazanych przed komunistycznymi "sądami"), albo salwa na wprost, poprzedzona haniebnym okrzykiem "po zdrajcach narodu polskiego, ognia"! Jak bardzo ten okrzyk ich bolał, skoro 17-letnia sanitariuszka zdobyła się na to, by po tych słowach wykrzyczeć, w ostatnich sekundach swego życia: "Niech żyje Polska!".
W marcu 2006 r. Sejm RP przyjął uroczystą uchwałę w sprawie uczczenia majora Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" oraz innych bohaterów II konspiracji niepodległościowej. Traktujemy to jako wydarzenie przełomowe w staraniach o przywrócenie bohaterom tragicznej powojennej walki o niepodległy byt kraju - należnej im czci i honoru.
Piotr Szubarczyk
"Nasz Dziennik" 2007-06-29
 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Interaktywna Polska Sp. z o.o. (18) 4490077; 509 740 777 ; e-mail: biuro@iap.pl

www.csz.gminagrybow.pl www.gosir.gminagrybow.pl wieliczka.eu - zaprasza Burmistrz Artur Kozioł