Portal / Dom i Rodzina / PORNOGRAFIA Poniedziałek - 23 wrzesnia 2019 Bogusława, Liwiusza, Tekli     "Geniusz to nadprzyrodzona cnota pokory w dziedzinie myśli" - Simone Weil
Szukaj     Szukaj wg branż
Powiększ +

Bezstresowa szkoła i gdańska tragedia
 
Zabójcza PORNOGRAFIA
Szkoły bez telefonów
Dyscyplina zamiast likwidacji gimnazjów
W USA są klasy o zaostrzonym rygorze
Gimnazja muszą zniknąć
Nauczyciele funkcjonariuszami publicznymi
Żałoba we wszystkich szkołach
To jest cena medialnego permisywizmu
Ostrzej po wakacjach
Ostrzejsze kary dla nieletnich
Szkoły do przeglądu
E-mail zaufania

Tragedia w gdańskim gimnazjum na nowo otworzyła dyskusję nad stanem polskiej oświaty. Szerząca się w zawrotnym tempie przemoc w szkole wprawia rodziców w przerażenie, a nauczycieli wprowadza w stan bezsilności. Przemoc ta stosowana jest nie tylko wobec słabszych uczniów, lecz także w stosunku do pedagogów, którzy wielokrotnie są poniżani na lekcjach.
Nim zaczniemy szukać rozwiązań kryzysu w naszym szkolnictwie, warto się zastanowić nad przyczynami obecnego stanu rzeczy. Przysłuchując się wielu wypowiedziom po samobójstwie gdańskiej gimnazjalistki, raz za razem popadałem w osłupienie. Otóż głównym powodem wzrostu agresji szkolnej, wedle komentatorów liberalnych, jest zbyt mała liczba psychologów i pedagogów szkolnych. Twierdzą oni, że gdyby z tą młodzieżą ktoś porozmawiał, to nie doszłoby do tragedii. Poglądy tego typu są wyrazem skrajnego psychologizmu etycznego i nijak mają się do rzeczywistości. Gdyby psychologowie i pedagodzy w prosty sposób likwidowali agresję, to pewnie nigdy nie mielibyśmy do czynienia z recydywą - wszak w więzieniach odbywa się resocjalizacja pod kierunkiem przedstawicieli tych profesji. Rodzi się przy tym pytanie, dlaczego np. w latach przedwojennych, gdy w szkołach w ogóle nie było wydzielonych etatów pedagogów, nie zdarzały się tak drastyczne przykłady przemocy wśród uczniów? Odpowiedź jest prosta: ponieważ była dyscyplina. Dyscyplina zaś i karność łączyły się z dużym autorytetem zawodu nauczycielskiego. Ów autorytet wynikał z wysokiego poziomu dydaktycznego kadry nauczycielskiej, a także z dużych uprawnień dyscyplinujących, jakie posiadali nauczyciele. Nikt wówczas się nie dziwił, gdy np. kierownik szkoły czy woźny kijem przywoływał do porządku schodzącego na złą drogę nastolatka. Dzisiaj wszystkie media liberalne okrzyknęłyby takiego pedagoga tyranem, wręcz katem łamiącym prawa ucznia, a przy okazji wszelkie liberalne świętości jednoczącej się Europy. Przez ostatnich kilkanaście lat liberalnej oświaty nauczycieli najzwyczajniej w świecie ubezwłasnowolniono idiotyczną ideologią bezstresowej szkoły. Pozbawiony narzędzi dyscyplinujących nauczyciel to zarazem triumfujący w klasach chuligani. Jeśli bowiem świat dorosłych świadomie wycofał się z możliwości arbitralnego rozstrzygania konfliktów szkolnych, jeśli kadra nauczycielska przez cały świat zewnętrzny była oskarżana o łamanie praw ucznia, to wśród dzieci musiało zwyciężyć prawo pięści. Wygrywa ten, kto prezentuje największą siłę fizyczną. Tym nade wszystko należy tłumaczyć bierność klasy wobec upokorzenia gdańskiej gimnazjalistki. Wszyscy się po prostu bali - nie nauczyciela, jak chcieliby stwierdzić liberałowie, ale szkolnych chuliganów. To oni dziś niepodzielnie rządzą w wielu klasach gimnazjów, w części klas szkół zawodowych, a nawet niektórych liceów. Bardziej zdecydowani nauczyciele natomiast ciągani są przed trybunały rzeczników praw ucznia lub przed jeszcze gorsze (bo bezlitosne) trybunały liberalnych mediów. Narkotyki, wyłudzanie pieniędzy, molestowanie - wszystko to są skutki propagandy szkolnej bezstresowości, która ponosi dziś totalną klęskę. Przypomnijmy sobie zupełnie niedawne pomysły prezentowane przez minister Magdalenę Środę, jak np. ten "o zakazie klapsa w rodzinie". Czyż nie był to objaw skrajnego przejawu liberalnej ideologii - ideologii, która załamała system wychowania w Polsce? Rozbicie wychowania szkolnego chciano przenieść na grunt rodziny. Na szczęście czasy minister Środy minęły, ale wciąż odczuwamy tragiczne skutki pomysłów liberalnych, postkomunistycznych pedagogów. Dzisiaj zbieramy brutalne żniwo konsekwentnego niszczenia autorytetu rodziców i nauczycieli.
Wróćmy jeszcze pamięcią do działań podejmowanych ostatnio przez niektórych działaczy ZNP (SLD), którzy wyprowadzili młodzież na ulicę po to, aby naigrawać się z ministra edukacji. Poglądy polityczne można mieć różne, można ministrów lubić lub nie, ale nie może nauczyciel napuszczać młodzieży na innego nauczyciela, na dyrektora czy ministra. Nie może, gdyż jest to skrajnie demoralizujące. Młodzież należy uczyć szacunku dla starszych i dla rówieśników, a nie schlebiać jej słabościom w celach politycznych. O tym, że działania pedagogów liberalnych totalnie zbankrutowały, świadczą ich dzisiejsze analizy. Jedyne, co potrafią wymyślić na kryzys wyrażający się tragedią gdańską, to teza, że należy rozmawiać z młodzieżą. A co, jak już porozmawiamy i nie będzie efektu? Na to odpowiedzi nie ma.
System liberalny, zakładający w dodatku przymusową edukację do osiemnastego roku życia, wyklucza wszelkie możliwości zaprowadzenia karności szkolnej. Skoro ucznia faktycznie nie można usunąć ze szkoły i nie wolno go zdyscyplinować poprzez ostrzejsze kary, bardziej zdemoralizowane jednostki mogą notorycznie wprowadzać destrukcję w proces dydaktyczny. Jeśli nie zrezygnujemy z tak absurdalnie długiego obowiązku szkolnego, rzeczywiście koniecznością staną się półzamknięte szkoły specjalne, dokąd można będzie kierować młodzież ze światka przestępczego. Tylko bowiem w ten sposób zabezpieczy się innych uczniów przed przemocą. Mimo spadku przyrostu naturalnego nie należy obniżać nakładów na oświatę. Szkoły i klasy mamy bowiem za duże, przez co za mały jest kontakt nauczyciela z wychowankami. Wreszcie poprzez różnorakie działania, w tym propagandowo-edukacyjne, należy powrócić do szkoły klasycznej - szkoły, gdzie podstawową relacją na linii nauczyciel
- dziecko jest relacja "mistrz - uczeń". Do tego mogą służyć takie drobne wydawać by się mogło działania, jak wprowadzenie mundurków szkolnych, likwidacja zbędnych etatów rzeczników praw uczniowskich, likwidacja różnorakich ankiet, w których uczniowie oceniają pracę nauczycieli, wreszcie wprowadzenie prawa umożliwiającego realną władzę kadry nauczycielskiej w szkole. Nauczyciel przeszukujący torbę ucznia w poszukiwaniu narkotyków to nie żaden tyran łamiący prawa dziecka, ale zatroskany o ucznia pedagog. Dyrektor karcący niesfornego nastolatka to nie kat znęcający się nad młodzieżą, ale patrzący daleko w przyszłość ojciec.
Mieczysław Ryba, "Nasz Dziennik" 2006-11-03
 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Interaktywna Polska Sp. z o.o. (18) 4490077; 509 740 777 ; e-mail: biuro@iap.pl

www.csz.gminagrybow.pl www.gosir.gminagrybow.pl wieliczka.eu - zaprasza Burmistrz Artur Kozioł