Portal Czwartek - 30 marca 2017 Amelii, Dobromira, Leonarda     "To człowiek człowiekowi najbardziej potrzebny jest do szczęścia." - Paul Holbach
Szukaj     Szukaj wg branż
Powiększ +

2017-02-16 Anathema sit... niech będzie wyłączony...

Lubimy dyskutować, prowadzić dialog, wymieniać swoje poglądy. Czerpiemy radość kiedy okazuje się, że ktoś myśli podobnie, widzi coś w tych samych barwach co my. Wówczas odnosimy wrażenie, że nasze postrzeganie świata jest podobne. I choć przekorni mówią, że przeciwieństwa się przyciągają to jednak najczęściej intuicyjnie szukamy wspólnej płaszczyzny porozumienia, czegoś co sprawi, że nasz rozmówca będzie nam bliższy.


Szukając inspiracji do tej rozmowy zajrzałem do niewielkiej kapliczki cmentarnej, która ilekroć tamtędy przechodziłem intrygowała mnie aby do niej wejść. Dotychczas najczęściej odruchowo skręcałem w boczną alejkę prowadzącą na groby bliskich. Już na progu uderzył mnie niezwykły widok, otóż odnosiło się wrażenie, jakby w tej kaplicy czas zatrzymał się jakieś sto lat temu. Proste ceglane ściany, oświetlone przez stary pająkowaty żyrandol, ołtarz znajdujący się pod ściana w bardzo skromnej oprawie, kilka drewnianych ławek, katafalk i dwa świeczniki. Nad wszystkim górował zawieszony wysoko rzeźbiony krucyfiks. W powietrzu unosił się jeszcze zapach kadzidła po wcześniejszym pogrzebie. Siadając w tylnej ławce zamyśliłem się nad tym jak mogła wyglądać zakończona przed chwilą liturgia w tej kapliczce. Wyobraziłem sobie starszego kapłana odzianego w stare szaty liturgiczne jeszcze sprzed reformy, recytującego przepisane w księgach formuły liturgiczne. Po chwili sam złapałem się na tym, że to jedynie moja wizja przecież tak wcale nie musi być. Równie dobrze tą kaplicą może opiekować się świeżo wyświęcony ksiądz, który w nowych prosto ze sklepu szatach również będzie odmawiał te same modlitwy.


Z tego na pozór niewinnego spostrzeżenia przeszedłem do postawienia sobie pytania: czy aby nie oczekuję przypadkiem aby liturgia spełniała MOJE oczekiwania, wizję, pragnienia, które w niej pokładam? Czy nie skupiam się na liturgii jako na usłudze, co do której mam pewne wymagania?


Chciałbym aby z tego kościelnego przedsionka zapoczątkować dyskusję dotyczącą tego ile w liturgii jest czynników czysto ludzkich. Bowiem odnoszę wrażenie, że zbyt często dyskusja na tematy liturgiczne schodzi na dalszy plan względem dywagacji odnośnie wyobrażeń liturgicznych. Posłużę się tutaj przykładem: to trochę jakbyśmy wybrali się na połów ryb, a będąc na morzu zamiast zarzucić sieci nieustannie je związywali aby uzyskać drobniejsze oka.  To oczywiście duże uproszczenie, nie mniej jednak uzmysławia coś co sądzę często może być niezauważone.


Liturgia jako akt publiczny dotyka najgłębszych obszarów naszej religijności, emocjonalności i niejako traktujemy ją jako coś swojego, do czego mamy prawo. Skutkuje to zazwyczaj bardzo ograniczoną zdolnością zaakceptowania aberracji (odejścia od schematu) liturgicznych i dość alergiczną reakcją na wszelkie jej formy i odcienie.


W miarę jak angażujemy się w nasze życie religijne, tym bardziej zwiększamy nasze wymagania odnośnie liturgii. Poddajemy ja krytyce. Zaczynając od kościoła, jego wyposażenia: np. aniołków za filarem, ołtarzy, kwiatów, obrazów, oczekując tym samym, aby wszystko potęgowało nasze skupienie modlitewne. Następnie bierzemy pod lupę samą celebrację liturgiczną: kapłana, tego czy się przygotował, co mówi, jak się zachowuje, formuł mszalnych, szat liturgicznych, śpiewu i wiele innych.


Stąd jedynie krok do walki o to co jest lepsze i bardziej liturgiczne. Zastanawiające jest, że wciąż leje się morze atramentu, wysyła się tony listów, powstają kolejne tysiące stronic publikacji liturgicznych, które starają się często tak naprawdę obronić moją liturgię i możliwie jak najmocniej zmarginalizować twoja liturgię.


A skoro angażujemy się w to religijnie i emocjonalnie wówczas nadajemy tym potyczką charakter nadprzyrodzony, sprawiając tym samym wrażenie jakbyśmy brali udział we współczesnej krucjacie w obronie liturgii. Sami zawsze oczywiście jesteśmy albo oblężoną przez niewiernych Jerozolimą albo krzyżowcami walczącymi z nieznającymi prawdziwej liturgii saracenami.


Pewnie ktoś z oburzeniem stwierdzi, że nie ma czegoś takiego, że to fikcja. Polecam w wolne niedzielne popołudnie odwiedzić kilka kościołów, najlepiej uczestnicząc w celebracji liturgicznej i zastanowić się nad tym ponownie. Myślę, że wówczas kwestia ta ukaże się w nowym świetle i nabierze zdecydowanie innego wyrazu. Okazać się wtedy może, że sami znajdziemy się w podobnej sytuacji, gotowi bądź stanąć do boju bądź przygotować się na oblężenie swoich poglądów.


I choć technicznie będzie to ta sama liturgia, która odnoście struktury się niezmienni, a jeśli tak, proszę sprawdzić na drzwiach kościoła czy jest właściwego obrządku… nie mniej jednak każda z tych celebracji będzie inna. Tutaj właśnie niepozornie zbliżamy się do istoty tej rozmowy. Liturgia jest materią niezwykle złożoną, która mimo wszystko umyka wszelkim próbą sztywnego zamknięcia jej w określone ramy. A co za tym idzie, tak samo jak może łączyć i jednoczyć w jej przeżywaniu, tak samo paradoksalnie może stać się przedmiotem ostrego sporu, odrzucającego tę konkretną jej odsłonę np. z wykorzystaniem nowoczesnych instrumentów muzycznych, czy sprawowanej w starej formie lub choćby po łacinie.


Przyzwyczailiśmy się do świata ściśle i jasno opisanego, poukładanego w wyważone i dostosowane do wszystkiego ramy. Jest nam z tym dobrze i wygodnie. Próbujemy przez to zastosować te same schematy do wiary, religii, liturgii i złościmy się, że nam nie do końca wychodzi, lub otrzymujemy jakieś groteskowe karykatury. Jedni przyjmują te lekcję i otwierają się na to czego nie da się do końca opisać, określić i podsumować, inni niestety wciąż próbują niejako zmieścić dorosłego w dziecięce kaftaniki…


Naturalnie i niejako intuicyjnie przyjmujemy coś co nam się po prostu podoba z najróżniejszych względów i oddalamy się od tego co nam nie odpowiada, czego nie chcemy lub po prostu nie lubimy. Mamy do tego prawo, jest to owoc wolnej woli. I Bóg chce abyśmy z niej mądrze korzystali.


Co jednak sprawia, że z łatwością przechodzimy od deklaracji mówiących o liturgii jako przestrzeni dialogu z Bogiem, miejscu łaski, źródle siły i chrześcijańskiej miłości, zakładając tym samym, że KAŻDE spotkanie liturgiczne jest właśnie takie do apologii naszej wizji liturgicznej zakończonej zdaniem kto myśli inaczej anathema sit… niech będzie wyłączony… pozostaje wciąż zagadką…


Materiały dodatkowe:






Wawrzyniec Lisowski OSB


Źródło: ps-po.pl, 16 lutego 2017





mj



 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Interaktywna Polska Sp. z o.o. (18) 4490077; 509 740 777 ; e-mail: biuro@iap.pl

www.csz.gminagrybow.pl www.gosir.gminagrybow.pl wieliczka.eu - zaprasza Burmistrz Artur Kozioł