Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Rosja wchodzi w kryzys

Treść

Zdjęcie: Ilya-Naymushin/ Reuters

Z prof. Włodzimierzem Marciniakiem, ekspertem ds. Rosji i polityki wschodniej, rozmawia Maciej Walaszczyk

Połowa wpływów budżetowych Rosji pochodzi ze sprzedaży gazu i ropy naftowej. Jeszcze kilka miesięcy temu ropa kosztowała 118 dolarów, teraz – poniżej 80 dolarów. W jaki sposób spadki cen mogą w dłuższej perspektywie odbić się na gospodarce i stabilności finansowej państwa?

– Dokładnie rzecz biorąc, dochody do rosyjskiego budżetu pochodzą z opodatkowania eksportu gazu i ropy naftowej. Spadek cen ropy i gazu jest jedną z przyczyn kryzysu gospodarczego w Rosji. Wydaje mi się jednak, że większe znaczenie mają przyczyny natury strukturalnej, to znaczy spadek aktywności inwestycyjnej i wyczerpanie się modelu dotychczasowego rozwoju gospodarczego.

Na czym on polegał?

– Opierał się na stymulowaniu popytu wewnętrznego. Od około 10 lat w Rosji wzrost płac realnych wyprzedzał wzrost wydajności pracy i to właśnie stymulowało popyt wewnętrzny. Było to możliwe dzięki nadzwyczajnym dochodom z eksportu ropy naftowej. Ten model się wyczerpał. Dlatego sądzę, że najważniejsze są strukturalne przyczyny kryzysu gospodarczego. Spadek cen ropy i gazu ten kryzys tylko dodatkowo pogłębia. Do tego dochodzą skutki sankcji gospodarczych, a zwłaszcza embarga na import artykułów spożywczych. To w największym stopniu uderza w rosyjską gospodarkę. I są to skutki decyzji podjętych przez rosyjskiego prezydenta i rosyjski rząd.

Czy uprawnione jest twierdzenie, że spadek cen ropy naftowej to jedna z odmian sankcji ekonomicznych nałożonych przez Stany Zjednoczone w porozumieniu z producentami ropy z krajów Bliskiego Wschodu? Byłaby to odsłona wojny gospodarczej, jaką Waszyngton prowadzi z Moskwą, podobna do tej z połowy lat 80.

– Taki scenariusz jest oczywiście możliwy, natomiast należy pamiętać, że nie jest to pierwszy przypadek dosyć poważnego spadku cen ropy naftowej w ostatnich latach. Latem 2012 r. ceny ropy spadły również do około 85 dolarów za baryłkę, ale później znów odbiły w górę. Sytuacja jest rzeczywiście dziwna, ponieważ na Bliskim Wschodzie jest niespokojnie z powodu powstania Państwa Islamskiego, szczególnie w Iraku. Tymczasem nie spowodowało to wzrostu cen ropy, przeciwnie – ich spadek wciąż się przedłuża. Dlatego można podejrzewać, że to wynik działań politycznych strony amerykańskiej. Często stosuje się analogię z rokiem 1985, kiedy to Arabia Saudyjska zwiększyła wydobycie ropy naftowej, co w ciągu kilku miesięcy spowodowało spadek jej ceny na rynkach światowych. Miało to być efektem zakulisowych działań Stanów Zjednoczonych, ale Saudowie często sobie przypisują ten sukces, dodając motywację polityczną – zemstę na Związku Sowieckim za agresję na Afganistan i przedłużającą się wojnę w tym kraju. Dzisiaj tego scenariusza nie można wykluczyć. Kryzys, który ogarnął sowiecką gospodarkę w 1985 r., był oczywiście spowodowany gwałtownym spadkiem cen ropy, ale wynikało to ze strukturalnego uzależnienia sowieckiej gospodarki od eksportu surowców.

Rosja wciąż zarabia na sprzedaży surowców i broni.

– Jednak wiele się zmieniło. Po pierwsze, sowiecka gospodarka w latach 80. była dużo bardziej samowystarczalna niż obecnie gospodarka rosyjska. Po drugie, w połowie lat 80. walutowa część dochodów eksportowych Związku Sowieckiego tylko w połowie pochodziła ze sprzedaży ropy i gazu. Dzisiaj ta część dochodów ze sprzedaży ropy gazu i metali jest o wiele większa. Czyli dzisiaj gospodarka rosyjska jest o wiele bardziej wrażliwa na czynnik wahań cen na rynkach światowych niż gospodarka sowiecka. Poza tym gospodarka ZSRS waliła się przez kilka lat. O ile kryzys zaczął się w roku 1985, o tyle poważne perturbacje budżetowe czy problem ze spłatą zadłużenia zagranicznego wystąpiły dopiero w roku 1989, a więc po 4-5 latach.

Kłopoty, które zaczyna przeżywać rosyjska gospodarka, strukturalnie skazana na tego rodzaju perturbacje, spowodują załamanie się rosyjskich planów zbrojeniowych? Rosja chce wydawać ponad 4 proc. swojego PKB na modernizację sprzętu, wprowadzanie nowych technologii.

– Jeśli przyjmiemy założenie, że podstawową przyczyną kryzysu jest spadek inwestycji, to inwestycje w przemysł obronny są sposobem na wyjście z tego kryzysu. Dzisiaj w Rosji są możliwe tylko bezpośrednie inwestycje państwowe lub państwowych korporacji. Państwo posiada te środki dzięki istniejącemu w Rosji mechanizmowi redystrybucyjnemu. Pochodzą one jednak głównie z opodatkowania eksportu surowców energetycznych. Problem może polegać na tym, że ich w pewnym momencie zabraknie. Kilka dni temu na jednej z narad wiceminister rozwoju gospodarczego Aleksander Wiediew mówił wyraźnie o ryzyku geopolitycznym i koniunkturalnym dla rozwoju gospodarczego Rosji. Zdaje się, że rosyjski rząd widzi wyjście z tej sytuacji nie tyle w napędzaniu popytu wewnętrznego, ile w rozwoju inwestycji państwowych. Drobny biznes przestał inwestować i obserwujemy znaczny odpływ kapitału. Dlatego model wychodzenia z kryzysu ma polegać na nakręcaniu inwestycji m.in. w sektorze zbrojeniowym.

A więc wojna na Ukrainie, rosyjskie plany zbrojeniowe, retoryka wojenna – to wszystko ma służyć umacnianiu rosyjskiej państwowości i gospodarki stojącej w obliczu załamania?

– Na pewno cała ta retoryka dobrze uzasadnia państwowe inwestycje w przemysł zbrojeniowy. Wracając do analogii historycznych, można powiedzieć, że Związek Sowiecki załamał się nie tyle w wyniku spadku cen na rynkach światowych, ale dlatego, że Gorbaczow zaczął w 1985 r. politykę „przyspieszenia”, a więc zwiększenia nakładów inwestycyjnych w gospodarce. Tym właśnie doprowadził do pogłębienia kryzysu i w tym widziałbym bardziej istotne analogie i podobieństwa niż w odwoływaniu się do czynników koniunkturalnych na rynku naftowym.

Można więc prognozować, że tak samo się to zakończy?

– Społeczeństwo nie jest automatem i nie reaguje w sposób mechaniczny na bodźce ekonomiczne. Nie wiemy, czy takie urządzenie jak Federacja Rosyjska zareaguje podobnymi procesami rozkładu, jak miało to miejsce w przypadku Związku Sowieckiego, który był organizmem większym i na pewno mniej spójnym niż dzisiejsza Rosja. Wyciąganie takich automatycznych wniosków jest więc nieuzasadnione, ale na pewno Rosja wchodzi w kryzys gospodarczy. Jest on wielowymiarowy i nie jest związany tylko ze spadkiem cen ropy naftowej, ale z załamaniem się źródeł inwestowania i modelu dynamiki gospodarczej, która opierała się na wzroście popytu wewnętrznego w o wiele trudniejszym dla Rosji otoczeniu międzynarodowym. Wspomniany już wcześniej rosyjski wiceminister rozwoju gospodarczego mówił wyraźnie, że spadek importu artykułów spożywczych jest bardzo ważnym czynnikiem inflacji. Widać więc, jak polityka rządu rosyjskiego prowadzi do pogłębienia kryzysu.

A jak na coraz wyższe ceny artykułów żywnościowych i braki na rynku zareagować mogą Rosjanie?

– Inflację szacuje się obecnie na poziomie 8,3 proc., przy czym efekt sankcji i embarga daje około 1,4 proc., co jest znaczną częścią. Czy to doprowadzi do jakichś niepokojów? Do tej pory panowały nastroje bojowe, ale nie wiadomo, czy Rosja jest w stanie zastąpić braki na rynku jakąś własną produkcją. Musi upłynąć trochę czasu, aby nastroje się zmieniły. Na pewno blokada importu artykułów spożywczych jest problemem, bo władze rosyjskie wprowadziły już blokadę na ich sprowadzanie z Białorusi, choć są z tym krajem związane unią celną. Demolują więc porozumienie, które niedawno z wielką pompą ogłaszały. Unia celna okazała się kanałem reimportu różnych towarów zagranicznych. Dzięki temu porozumieniu Białorusini zaczęli też aktywnie wchodzić na rynek rosyjski. Reakcja społeczna na braki artykułów spożywczych jest zawsze rozłożona w czasie. Od klęski nieurodzaju w 1916 r. musiało minąć pół roku, zanim dało to o sobie znać w postaci rewolucji w lutym 1917 r., ale wydarzenia te miały miejsce w specyficznej sytuacji. Wszelki automatyzm należy w naszych rozważaniach odrzucać.

Dziękuję za rozmowę.

Maciej Walaszczyk
Nasz Dziennik, 28 listopada 2014

Autor: mj