Portal Poniedziałek - 26 sierpnia 2019 Ireneusza, Konstantego, Marii     "Człowiek został stworzony na podobieństwo Boga - jest zdolny do miłowania i przyjmowania daru miłości." - Jan Paweł II
Szukaj     Szukaj wg branż
Powiększ +

2019-05-16 Roztargnienie

Może jest najlepszą wymówką. Wynika z naszego charakteru albo po prostu… ze zmęczenia. Tyle spraw. Nie da się nad wszystkimi jednakowo zapanować. Mamy swoje ograniczenia. Nie zawsze też można odpocząć tak, jak by się chciało. Stąd te błędy. Głupie. Aż niemożliwe, że się zdarzyły. Ale jednak. Szkód nikt nie cofnie. Okazują nieproporcjonalną ceną malutkiej chwili nieuwagi czy słabości. Obie są tak blisko siebie. Jakby siostry bliźniaczki: jest się słabym z racji na nieuwagę, czy może ta ostatnia wynika ze słabości? Nieuwaga może bowiem powodować nieostrożność, brak należytej troski. Słabość uniemożliwia należną uwagę, koncentrację. Jesteśmy więźniami naszych fizycznych i fizjologicznych ograniczeń. I trzeba to wziąć pod… uwagę. Ale co z tego? Znowu ta „uwaga”! A jak jednak coś się wymknie? Choćby przez moment. Jedna głupia rzecz. Czasem mała, czasem jednak wielka. I co? Jest grzech? Wina? Ale czy w tym momencie roztargnienia byliśmy w pełni świadomi? Nie. Raczej roztargnienie to moment zawieszenia świadomości. Nie ma więc grzechu. Bo ten wymaga świadomości. Najwyżej jest zaniedbanie. Często jednak także szkoda wyrządzona innym, wspólnocie. Upokarzająca, bo przecież się nam jakby… wymknęła. Jak wywrócona przypadkiem szklanka z mlekiem. Dosłownie chwila. Mała i głupia. Jak wiele innych. Ale skutek pozostaje i absorbuje na dłużej. Zadziwiająco nieproporcjonalnie, ale i znamiennie.


Takie sytuacje jednak się zdarzają, nie tylko w klasztornym życiu, gdzie św. Benedykt jest bardzo jednoznaczny: Kto przy jakiejkolwiek pracy, w kuchni, w spiżarni, usługując przy stole, w piekarni, w ogrodzie, wykonując jakieś rzemiosło, albo w jakimkolwiek innym miejscu popełni jakieś uchybienie, coś stłucze albo zgubi, albo jakąkolwiek inną szkodę wyrządzi, powinien przyjść od razu, do winy się przyznać i z własnej woli zadośćuczynić za błąd swój wobec opata i wspólnoty. Jeśli wiadomość u uchybieniu przyniesie ktoś inny, winowajca zostanie surowiej ukarany (RB 46, 1-4). Nie ma zmiłuj! Cień niedoskonałości dopadnie nas wszędzie. Trzeba to uznać i dostrzec szkody wyrządzone, nawet nieświadomie, innym. Co za osaczająca perspektywa! Zazwyczaj przecież zbyt łatwo się usprawiedliwiamy. Dlaczego mamy odpowiadać za coś, czego nie chcieliśmy, lecz co się po prostu „wydarzyło” – tak przypadkiem, niemal samo od siebie? Jak to powiedział jeden bardzo niespokojny uczeń: co chwila coś mi wypada z rąk. Tylko, że dziwnym trafem, spadało w nieoczekiwanych momentach na koleżanki i kolegów.


Po co więc to nasze roztargnienie, które może też nosić imię nieuwagi, nieostrożności czy nawet nieroztropności? Mało nam trudności życiowych, które trzeba podjąć świadomie? Mało nam spraw, których świadomość nie jest w stanie objąć ani, tym bardziej, im poradzić?


A może zbyt wiele chcemy objąć i skontrolować świadomością? Ostatecznie wszak, dobrze trenowana, może nas doprowadzić do faktycznego poczucia doskonałości.


Zadziwiające, tradycja monastyczna bardzo uczciwie i pokornie przeżywała to organiczne napięcie między świadomą intencją by unikać grzechu a ludzką słabością. Wszak tak naprawdę, to słabość, nie wiedzieć czemu, wydaje nieustannie wojnę świadomości. Nieustannie ją próbuje, a raczej bez litości ukazuje jej niewystarczalność. I nie obywa się to bez ironii (w najlepszym razie). Dlatego, zatroskani tym mnisi z jednakową gorliwością ćwiczyli swoją „uwagę” (określaną też jako „czujność”, „czuwanie” czy „gotowość”) jak i uznawali własną grzeszność. No, bo jeśli uwaga nie była jeszcze na określonym poziomie, to przecież właśnie podkradało, by nie rzec podkopywało ją roztargnienie. Cokolwiek się więc wydarzało, niekoniecznie musiało być grzechem. Na pewno było szkodą. Ale to mnichom wystarczało, by czuć się winnymi i upokarzać się. A czy uwaga mogła kiedykolwiek wznieść się na odpowiedni poziom, gwarantujący stuprocentową czujność? Może jednak lepiej postawić to pytanie inaczej – w kontekście Boga i Jego obecności: przy Nim zawsze będziemy gapami. Zawsze coś zawalimy. Najważniejsze, że to Mu nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie. Kocha nas takich. I wcale nie podoba Mu się, gdy próbujemy jednak zgrywać doskonałych. Jak tylko zobaczy, że tak się dzieje, zaraz pomaga nam jakąś sytuacją obnażającą nasze uzurpacje. W tym świetle, paradoksalnie, im mniej nam wychodzi, im więcej nam z rąk wypada, się rwie, czyli im bardziej jesteśmy na siebie źli, bo zawalamy kolejne plany czy projekty – tym lepiej. Wtedy łatwiej wejść w orbitę Bożych obrotów, w „kręcenie się” sytuacji tak, jak On chce. Taniec tego, co po naszemu porwało się i już się kupy nie trzyma może być najlepszym dowodem Bożej wszechmocy. Jego rytmem jest przecież… roztargnienie, które zabiera nam to, co może tak bardzo chcieliśmy, bo powinniśmy to zrobić – ale się nie udało. Na szczęście. Nawet mimo szkód…:


Gomer widzi jak wszystko

się rwie

kręci się i kręci

na jej rękach

na habicie i szkaplerzu

rankiem

kiedy trzeba medytować

za kratą.

Wtedy Gomer zapomina

medytować [Wiersz nosi tytuł Roztargnienie].


Bernard Sawicki OSB – absolwent Akademii Muzycznej im. F. Chopina w Warszawie (teoria muzyki, fortepian). Od 1994 r. profes opactwa tynieckiego, gdzie w r. 2000 przyjął święcenia kapłańskie, a w latach 2005-2013 był opatem. Studiował teologię w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz w Ateneum św. Anzelma w Rzymie, gdzie obecnie wykłada. Autor felietonów Selfie z Regułą. Benedyktyńskie motywy codzienności oraz innych publikacji.


Źródło: ps-po.pl,





mj



 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Interaktywna Polska Sp. z o.o. (18) 4490077; 509 740 777 ; e-mail: biuro@iap.pl

www.csz.gminagrybow.pl www.gosir.gminagrybow.pl wieliczka.eu - zaprasza Burmistrz Artur Kozioł